wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 39




*Joan*


                 Bo z facetami tylko same problemy są. Nie było Zayna już chyba z dobre 2 tygodnie, a ja głupia usychałam. Pierwsze kilka dni starałam przekonać sama siebie, że przecież my się tyko przyjaźnimy. Kilka spotkań nic nie oznaczało. On był gwiazdą światowego formatu, więc nic nie mogłam brać za pewniak- dzisiaj był w ondynie jutro w Australii. Po około tygodniu wściekałam się na wszystko, bo czy bym chciała radia posłuchać, czy obejrzeć telewizje, wszędzie dosłownie wszędzie leciały ich piosenki. Po około półtorej tygodnia czułam, że oszaleje, jak nie zobaczę jak się uśmiecha, jak nie usłyszę jego głosu. Puszczałam sobie na yt wywiady, zamykałam oczy i wsłuchiwałam się w tą jego chrypkę. Dzięki tej czynności poznałam nie tylko samego mulata, ale tez jego pozostałych czterech przyjaciół, a te wszystkie wygłupy na wywiadach i nie tylko  utwierdziły mnie w przekonaniu, że się zakochałam. Ja się zakochałam. Leżałam w łóżku i za wszelką cenę uparcie patrzyłam w biały sufit, jakby to miało mi wybić z głowy ten cały mentlik, który zaczynał mi mieszać zmysły. Usłyszałam dźwięk nadchodzącego sms. Zrezygnowana chwyciłam telefon w dłonie i jak tylko na wyświetlaczu zobaczyłam napis „Zayn” moje durne serce przyspieszyło, jakbym przebiegła conajmniej kilometr. Bałam się, co mógł napisać. Nie było go tyle czasu. Fakt od czasu do czasu wysłała sms, ale nie pisał w nich nigdy nic konkretnego, co u niego czy kiedy wróci. Były takie neutralne, bo inaczej nie szło tego określić. Zaczynało mnie to niepokoić, że może już nie czuje się taki związany ze mną, jak był przed wyjazdem. Ta cholerna niepewność zakłócała mi całe funkcjonowanie. Byłam świadoma, że nie byliśmy parą i nie było teraz ważne, czy tego chce czy nie i czy nawet on tego chce. Nasze kontakty stały się takie jakieś…Już wiedziałam, że wszystkie te opinie, jakby Zayn był bad boy były mocno przesadzone. Nie powiem miał swoje za uszami, ale jak to chłopak i jak każdy z nas nic nadzwyczajnego.



„Jutro wracam Xx”

              Patrzyłam jak zahipnotyzowana w ten telefon i jakby to było możliwe zdawało mi się, że moje serce bije tak głośno, że spokojnie ludzie na ulicy mogli usłyszeć jego pęd.  W moich żyłach rozeszły się endorfiny, aż chciało mi się skakać z radości po łóżku. W końcu. Buzia sama mi się uśmiechała, gdy się zorientowałam, byłam najpierw lekko zawstydzona swoją , jak mi się czasem wydawało dziecinna miłością, a potem byłam zła na siebie, że aż tak uzależniłam się od jego obecności. Podniosłam się na łóżku do pozycji siedzącej i aż zacisnęłam zęby ze złości. On pisze sms, że wraca a ja jak głupia, po zdawkowych sms, co jakiś czas podniecam się, bo raczył napisać, że wraca. Przynajmniej będzie mógł powiedzieć mi w oczy, że zmęczyłam go już swoją osobą. A jak nie będzie chciał to go do tego zmuszę!
            Szlag!  Gdzie się podziała ta dziewczyna, która wcisnęła mu wtedy tą karteczkę w rękę i była na tyle odważna, by to zrobić. A teraz całymi dniami leżałam w pokoju, na łóżku z telefonem w ręce, bo a nóż zadzwoni lub napisze i nie będę słyszeć. Byłam taka niezależna, a teraz stałam się jak te wszystkie inne fanki, które tylko ślęczą godzinami przed monitorem komputera, tylko by dowiedzieć się, co oni teraz robią. Koniec z tym muszę znowu zacząć kontrolować swoje emocje w stosunku do niego. Na serio spełniłam swoje marzenie wtedy w centrum handlowym, zauważył mnie, porozmawiał, a teraz był moim przyjacielem? Dość, dość, dość! Czas zacząć zmianę i usamodzielnianie. Sięgnęłam do szafki nocnej koło łóżka i z szuflady wyciągnęłam białego iPoda. Włączyłam i puściłam sobie swoją ostatnio ulubioną piosenkę, która już wiele razy koiła moje zszargane nerwy.
              Odpłynęłam w krainę snów, którego głównym bohaterem, był nie kto inny tylko ciemnooki i w kółko odgrywała się jego scena powrotu. Jego głos, uczucie jak dotyka mojego ramienia, wszystko było takie realne. Nagle niechętni podniosłam powieki, a przede mną ukazało się piękne słońce za oknem i lekko kołyszące się na wietrze listki drzewa na ogródku. Znowu poczułam, jak czyjaś ciepła dłoń muska moje ramie. Odwróciłam głowę, a moim oczom ukazały się bursztynowe oczy, które okalały piękne, długie rzęsy, a twarz promieniała uśmiechem, że przez dłuższy moment, kiedy patrzyłam wydawało mi się, że nadal śnię. Zapomniałam, że jest taki doskonały, czy rozłąka z nim tak na mnie wpłynęła. Zayn stał i się uśmiechał.  Odruchowo wstrzymałam oddech, moje ciało aż się rwało, żeby wtulić się w te ramiona i poczuć jego mieszankę dwóch perfum, którymi kropił swoje ciało.




- Witaj piękna.- powiedział delikatnie dotykając mojego policzka. Tak bardzo tęskniłam za jego dotykiem. Przymknęłam oczy.- Twoja mam mnie wpuściła. Powiedziała, że nie będziesz zła jak Cie obudzę.- dodał z lekkim zawahaniem, jakby bał się, że zaraz się zezłoszczę.
Ja jednak nadal nic nie mówiłam, tylko patrzyłam na tą twarz. Bałam się, że czar pryśnie, bajka zostanie zamknięta i włożona na półkę, by tam się kurzyć.

- Wszystko w porządku?- zapytał bacznie patrząc na moja twarz.- Joan? Dobrze się czujesz? Czemu nic nie mówisz?- w końcu się ocknęłam, chyba już czas jakoś zareagować na jego obecność. Lekko przekręciłam głowę, jakbym dyskretnie chciała się otrząsnąć z letargu. Wstałam i podeszłam do szafy wybrać ubranie, a że pogoda na zewnątrz była idealna postanowiłam pokazać mu, co stracił będąc daleko ode mnie. Zabrałam rzeczy i rzuciłam tylko przez ramię:

- Idę się ubrać poczekaj.- wyszłam z pokoju i szybko udałam się do łazienki, gdzie szybko wykonałam poranną toaletę, ubrałam się i umalowałam. Moje ręce lekko drżały. 

- Cholera miałam nad sobą panować i znowu nic z tego.- powiedziałam po raz ostatni poprawiając włosy, spódniczkę i wyszłam biorąc głębokie wdechy, by się uspokoić. 



                Chwilę jeszcze stanęłam przed drzwiami do swojego pokoju i położyłam dłoń na drzwiach, jakbym w ten telepatyczny sposób chciała przekazać mulatowi, że nadal mi zależy, ale boje się i jak bardzo tęskniłam. Weszłam w końcu do środka, chłopak siedział na moim łóżku i przeglądał jakieś rzeczy z mojego kuferka, gdzie zbierałam różne drobiazgi z miejsc, w których kiedyś byłam i uśmiechał się delikatnie. Kiedy zobaczył, że weszłam odwrócił wzrok od pudełka i zawiesił go na mnie. Jego oczy świdrowały mnie tak, że aż mi się zrobiło gorąco i zaczęłam żałować, że ubrałam się tak wyzywająco. Nigdy nie lubiłam, aż takiej uwagi na swoim ciele. Usłyszałam, jak Zayn głośno przełyka ślinę, odkłada trzymany w dłoniach kuferek i pomału pochodzi w moją stronę.

                 Teraz to ja głośno przełknęłam ślinę. Nie miałam z chłopakiem takiego momentu od wręczenia mu karteczki w galerii. Czułam wibrującą chemię w powietrzu, a mój umysł zaczął działaś na najwyższych obrotach. Mulat stał już krok przede mną, wyciągnął rękę i chwycił pukiel moich skręconych włosów i delikatnie je rozcierał w placach, jakby próbował sobie przypomnieć ich miękkość. W końcu puścił je i szybkim zdecydowanym ruchem chwycił swoimi dłońmi moja twarz i zachłannie wpił się w moje usta. Jego reakcja na początku kompletnie mnie zaskoczyła i przez kilka sekund stałam skołowana. Ale w końcu ciało zareagowało szybciej niż umysł i totalnie poddałam się temu doznaniu. Zawsze kiedy patrzyłam na te pełne usta Zayna wiedziałam, że muszą być niesamowicie miękkie i aż prosiły się, gdy były spierzchnięte, by delikatnie je musnąć. Nie mam zielonego pojęcia, jak długo tak staliśmy. Jedyne, co potem pamiętam, że kiedy oderwał się ode mnie o mało, co nie wpadłam w niego, bo tak bardzo opierałam się na jego pocałunku, że straciłam równowagę. Od razu mnie przytrzymał i delikatnie odsunął z mojej twarzy włosy, które teraz opadały bezwiednie.

- Tak długo marzyłem, żeby to zrobić. I przepraszam, ale nie mam zamiaru Cię za to przepraszać, bo jakbym mógł zrobiłbym to jeszcze raz. Jedyne czego żałuję, to że nie zrobiłem tego dużo wcześniej.- dokończył. Ja tylko po raz już trzeci dzisiaj stałam jak zahipnotyzowana na jego usta. Widziałam, jak delikatnie je przygryza, uśmiechając się przy tym. Zdawał sobie chyba sprawę, że nie spodziewałam się tego wszystkiego i że spodobało mi się to. Potrzebowałam, żeby teraz moje resztki mózgu, które jeszcze się nie rozpłynęły przez Zayna seksapil wróciły i bym w końcu wypowiedziała coś mądrzejszego niż „Idę się ubrać poczekaj”, które wydałam dzisiaj z siebie w jego obecności. Odchrząknęłam lekko, by upewnić się, że w ogóle jeszcze mam język w buzi.

- To było tak nie oczekiwane, że po raz pierwszy wolę milczeć, niż powiedzieć coś zupełnie nieodpowiedniego do tego momentu.- odważyłam się spojrzeć w te oczy. Śmiały się tak, jak nigdy. No i wpadłam w ich blask i już stamtąd nie wrócę. Złapał mnie wzrokiem w klatkę z napisem „miłość bez powrotu”.

- Chcę byś zawsze była moja kołdrą, którą mogę się ogrzać. Kotwicą, gdy będę chciał odpłynąć. Deszczem, który zmyje moje wszystkie problemy. Wiem, że mało pisałem, gdy mnie nie było. Ale uwierz moje myśli były tylko wokół Ciebie i bałem się, że jak napiszę tęsknię, brakuje mi Ciebie to…- zawiesił swoją wypowiedź, jakby bał się dokończyć.

- To…- powiedziałam, bo chciałam znać zakończenie. Delikatnie na zachętę chwyciłam jego dłoń w swoją i kciukiem zakreślałam kółka na jego.

- To nie mógł bym przestać pisać. Nie wystrasz się, ale ostatnio stałaś się moją obsesją. Zamieszkałaś w mojej głowie do tego stopnia, że budzę i zasypiam myśląc o Tobie.- spojrzał w moje oczy. Już wiedziałam, że nic więcej nie powie. Bo i co można było piękniejszego powiedzieć.

- Kocham Cię.- szepnął i pocałował usta, jakby się bał reakcji. A jednak się myliłam. Mógł powiedzieć coś jeszcze piękniejszego od tego, co mówił wcześniej. Umarłam i jestem w niebie. Takie było moje pierwsze skojarzenie. A nie jednak stał przede mną chłopak wręcz idealny i mówił słowa, które dla każdej dziewczyny znaczyły więcej niż poematy najsłynniejszych pisarzy o miłości. Nie oddawały one nawet 1 % tego, co czuje zakochana kobieta.



Wiem że Jutra nie będzie
Tylko Teraz ma sens
Chcę byś widział mnie wszędzie
Tak jak ja widzę Cię
W każdej złotej piosence
Gdy jest dobrze lub źle
Mamy dobre intencje
Teraz to liczy się



- Ja Ciebie też Zaynie Maliku.- i tym razem sama zachłannie wpiłam się w te malinowe usta.

______________________________________________________________




Lubie ten rozdział, nie wiem czemu...Po prostu. Niedługo epilog! Dlatego mam nadzieję, że dacie szczere komentarze pod rozdziałem a nie tylko reklamę swoich blogów.Tak bardzo bym chciała, żeby już były wakacje, bo wtedy wszystko jest takie łatwe. Czytajcie>>komentujcie i do napisania :)

Shatzi <3

6 komentarzy:

  1. Twoją nominację do The Versitale Blogger Award znajdziesz na dole strony : http://ho-run.blogspot.com w zakładce AWARDS!

    xx

    OdpowiedzUsuń
  2. hmmm kiedy zaczynałam czytać ten blog cieszyłam japkę na każdej scenie. Mam naprawdę duże braki i mam zamiar je nadrobić, lecz mam nadzieję, że ten epilog długo nie nadejdzie ;)
    czekam na następny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Na prawdę masz super blog. Mam małe braki w czytaniu, ale postaram się szybko nadrobić, a w tym czasie zapraszam do mnie: http://story-of-my-life-with-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się jak piszesz. Jest kilka błędów, ale nie rzucają się tak strasznie w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. swietny blog.
    Jestem zainteresowana. Chcę byś powiadomiła mnie o nowym rozdziale i zapraszam do siebie na opowiadania ;)

    http://love-is-the-most-important.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Teraz troche krytyki. Czytam ten blog od sameggo poczatku jego powstania, a kiedy go przełaś to też czytałam z nie mniejszą ciekawością niż kiedy pisała go Morfine.I wiem, że masz prawo wprowadzić swoich bohaterów i podobają no się oni, ale nie zapominaj o tych co tu są głównymi. Bo tak mi się wydaję, że to Sam i Marika są głównymi bohaterkami. A z ich perspektywy dawno nic nie czytałam. A może zapomniałaś, że nie żyją czy coś inego. Może zrób sobie schemat z jakich perspekyw masz pisać, bo teraz ciągle piszesz o Zaynie i Joan, a są również inni bohaterowie. Już niedługo kończysz bloga a z perspektywy Sam i Mar przeczytałam tylko raz. I jeszcze chodzi o dodawanie rozdziałów Lady robiła to częściej. Wiem, że może nie mieć czasu, ale raz na 3 tygodnie to można się zmotywowac i coś napisać.
    Sorry za krytykę, ale musiałam wyrazic swoje zdanie, bo lubię tego bloga. Mam nadzieję, że sobie to przemyślisz i doczekam się rozdziału z perspektywy Sam albo Mariki.
    m.

    OdpowiedzUsuń